Luizka przebudziła się o 8, wstała, otworzyła drzwi, i udała się na dół do kuchni. Schodząc po schodach zorientowała się, że w domu jest jakoś cicho.
-"pewnie pojechali na zakupy" -pomyślała wzruszając ramionami.
Weszła do kuchni, wyjęła tacę, położyła na niej torbę z płatkami kukurydzianymi, mleko, miskę i łyżkę. Wzięła wodę cytrynową pod pachę i udała się z powrotem do swojej 'komnaty'. Na podłodze obok łóżka położyła swoją tackę ze śniadaniem i napiła się wody, po czym postawiła ją koło tacy. Już się miała kłaść, gdy zerknęła na swoje łóżko całe we krwi, przerażona cofnęła się o krok. Popatrzyła na swoją rękę i nagle jej się zrobiło nie dobrze. Jej rana wyglądała ochydnie. Szkło zarosło warstwą skóry. Luiza nie przypuszczała, że tak się stanie, ale tylko wzruszyła ramionami, i położyła się w zakrwawioną pościel. Sięgnęła po tacę, wzięła miskę, nasypała płatków, zalała mlekiem, i zaczęła spożywać swój pierwszy posiłek. Nagle rozległo się pukanie do drzwi na dole. Dziewczyna nie zareagowała, ale przybyły 'gość' wprosił się sam, pukając tym razem w drzwi dziewczyny.
-Proszę.
-Cześć, jak tam? -zza drzwi pokazał Kamil.
-a jako tako, właśnie jem sobie śniadanie, i zamierzałam trochę pospać.
Chłopak wszedł, zamknął za sobą drzwi, i spojrzał na Luizę. Dziewczyna szybko schowała rękę pod pościel, lecz na próżno, gdyż zapomniała, że ma calutką kołdrę i poduszkę we krwi.
-co to jest?
-eee.. okresu dostałam?
-jasne, i tyle krwi masz na pościeli?
-no, a co nie mogę?
-pokaż mi tą rękę, Lui.
-proszę bardzo. -wyjęła niechętnie rękę.
-matko boska, toć to Ci wrosło, ubieraj się, idziemy do lekarza.
-nigdzie kurwa nie idę! jeśli przyszłeś tylko po to, to odpuść.
-nie.. przyszłem pogadać. -usiadł na rogu łóżka.
-no dobrze.. o czym?
-o nas, Luiza..
-jakich nas? myślałam, że zrozumiałeś.
-właśnie nie, nie zrozumiałem, Luiza ja tak dłużej nie potrafię okłamywać się, że jesteśmy przyjaciółmi, ja naprawdę coś do Ciebie czuję..
-Kamil.. zrozum, ja nie czuję nic do Ciebie, i nie poczuję.. Sarę traktuję jak siostrę, a Ciebie jak drugiego brata.. i tego nic nie zmieni, żadne słowa, żadne czyny, nic.. kompletnie nic..
- a to? -pocałował ją namiętnie, nie dając jej się wyrwać.
-popierdoliło Cię?! -po długich próbach wyrwała się i strzeliła mu z płaskiego.
-wynoś się stąd! nie chcę Cię tu widzieć! rozumiesz?!
-przepraszam... to..
-wynoś się, nie chcę Cię znać! nie chcę Cię słuchać!
-to był kurwa impuls, zrozum kurwa, że Cię kocham -wydarł się wychodząc.
Kamil schodził po schodach, gdy nagle poczuł wibracje. Dostał smsa od Łukasza, brata Luizy, który wyjechał na jakiś czas do Angli. Otworzył wiadomość i przeczytał "jak moja siostra? wszystko w porządku? wracam jutro" Kamil miał się opiekować Luizą po wyjeździe Łukasza. Brat dziewczyny wiedział jak rodzice ją traktują, a raczej głównie ojciec, bo mama potrafiła jakoś dotrzeć do dziewczyny, ale często też nie była wobec niej fair, nie raz przypierdolił ojcu, nie raz Luiza płakała mu w ramię, zasypiając w jego pokoju, nie raz ją bronił, był dla niej jedynym wsparciem w tej całej sytuacji, dlatego też powierzył Kamilowi Luizę, bo wiedział, że dla niego jego siostra dużo znaczy i on będzie się nią umiał zaopiekować. Po przeczytaniu smsa, Kamil poszedł z powrotem do pokoju Lui.
-co ty tu jeszce robisz?! -wydarła się.
-chciałem Ci przekazać, że Łukasz wraca jutro.
-naprawdę?! -dziewczyna od razu rozpromieniała, wyskoczyła z łóżka, rzuciła się w stronę Kamila, i przytuliła się do niego najmocniej jak umiała.
-o której? jak? czym? na stałe? powiedz, że na stałe... zostanie tu, prawda? -zadawała setki pytań.
-nie wiem, napisał tylko, że wróci, a teraz lecę.
-przepraszam Cię za to, że tak wybuchłam, ale zrozum mnie..
-nie ma sprawy, cześć. -pocałował ją w czoło i wyszedł.
Luiza chwilę stała zastanawiając się co robić do jutra, pomyślała, że musi się czymś zająć, bo nie będzie mogła się doczekać. Wzięła telefon do ręki, spojrzała na zegarku, że jest 9.34 i odłożyła go na biurko. Dziwne uczucie opętało dziewczynę, jak nigdy zachciało jej się sprzątać. Weszła do garderoby, założyła jakieś stare ciuchy, spięła wysoko włosy, i wzięła się za sprzątanie. Zmieniła pościel na czystą, zebrała wszystkie brudne ciuchy i poszła do łazienki wstawić pranie. W czasie, gdy pranie już się prało, nalała do miski wody z płynem, wzięła szmatkę i poszła do pokoju. Zaczęła ścierać kurze, zaczynając od mebli, a kończąc na oknach i żylandorze. Wywaliła wszystkie papiery walające się po pokoju, i odkurzyła starannie. Z racji, że Luiza miała własną łazienkę, tam też czekało ją wielkie sprzątanie, więc udała się do swojej 'twierdzy' i widząc tam straszny bałagan złapała się za głowę. Porozrzucane ciuchy posegregowała na dwie grupy : czyste i brudne. Brudne szybko wrzuciła do kosza do prania, a czyste położyła przy wejściu. Wyszorowała wannę, prysznic, kibel, zlew, poukładała kosmetyki, wyprała mały dywanik, umyła lustro i spojrzała się na zadowalający ją porządek. Wyszła i poszła sprzątać resztę domu. Wykończona położyła się w salonie na kanapie, zasypiając. Obudzili ją rodzice wchodząc do domu, i powtarzając 'niemożliwe'. Luiza zaczęła się z nich śmiac.
-ha, widzicie posprzątałam.
-no, no spodziewasz się kogoś? -zapytała mama.
-tak, mojego najukochańszego brata.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz