Powered By Blogger

niedziela, 11 grudnia 2011

ROZDZIAŁ PIERWSZY.

Był piękny lipcowy wieczór kiedy to siedemnastoletnia Luiza szykowała się na babski melanż, na który dość długo namawiały ją dziewczyny. Luiza to ładna, niska blondynka o zielonych oczach. Dużo osób mówi jej, że jest ona ładna, lecz jej niska samoocena, powoduje, że wcale się nie zagadza z tymi osobami.. Dochodziła dziewiętnasta, a dziewczyna nadal w proszku. 
-Mamoooo! widziałaś moją bluzkę?-krzyczała dziewczyna z góry.
-którą dziecko?-zapytała mama.
-jaką kolwiek- zaśmiała się Luiza sama do siebie.
Po dwudziestu minutach szukania ubrań Luizka wyjęła z garderoby czarne rurki, białą bokserkę, a na to niebieską bluzkę przez głowę ze znakiem superman'a i udała się do łazienki gdzie perfekcyjnie zrobiła makijaż, uczesała włosy i zeszła na dół. 
-a ty dokąd się wybierasz?-zapytała mama.
-no jak to dokąd? wychodzę.
-ja nie pytam czy wychodzisz czy nie, tylko pytam dokąd.
-mamo.. daj spokój, mówiłam Ci przecież, że wieczorem wychodzę- powiedziała spokojnie dziewczyna wyjmując z szafki swoje ulubione szpilki.
Słysząc tą rozmowę ojciec Luizy wszedł na korytarz uważnie przyglądając się córce.
-zdejmuj te szpile, i idź do pokoju Lui, nigdzie nie idziesz-powiedział ze spokojem.
-pojebało Cię chyba? idę i tyle.
-Lui, jak Ty się do mnie wyrażasz?
-a jak Ty się do mnie wyrażałeś przez te wszystkie lata? no pomyśl trochę, jak ja się czułam? nie zastanawiałeś się nigdy? jak mnie bolało, że mnie tak olewałeś i traktowałeś jak śmiecia. Miałeś wyjebane, więc teraz też miej!-wykrzyczała wyrzucając wszystko z torebki w poszukiwaniu telefonu.
-co to jest, co?! - ojciec podniósł z podłogi papierosy dziewczyny.
-oddaj to kurwa, nie twoje to nie ruszaj, a poza tym gdybyś się mną interesował to byś wiedział, że od trzech lat palę - puściła do ojca oczko zabierając mu paczkę fajek.
Lui pozbierała wszystko z podłogi wrzucając z powrotem do torebki. W jej ręku był tylko telefon.
-no to ja wychodzę, nie czekajcie na mnie z kolacją-powiedziała zarzucając na ramię torebkę.
-jak to nie czekajcie? -zapytała mama.
-no normalnie mamuś, będę pewnie nad ranem, albo po północy.
-o której kurwa?!-ojciec Lui był oburzony zachowaniem córki.
-głuchy jesteś? po północy albo nad ranem.
-nie pozwalam Ci kurwa na to, żebyś się szlajała chuj wie gdzie, do takiej godziny, mieszkasz pod moim dachem i nie jesteś pełnoletnia!
-wyluzuj, osiemnastka za niedługo, a nad przeprowadzką myślę, ale to jutro o tym pogadamy, teraz nie mam czasu muszę iść, cześć. -pocałowała mamę w policzek i spojrzała oschle na ojca wychodząc.
Dziewczyna straciła całkiem ochotę na babki wieczór. Miała ochotę wyjechać w spokojne miejsce. Marzył jej się wyjazd na wieś, do cioci. Tam zawsze był spokój i cisza, uwielbiała takie miejsca, uwielbiała jeździć tam konno, na swoim ulubionym koniu.. Długo szła z 'głową w chmurach' gdy rozległ się dźwięk dzwoniącego telefonu. Spojrzała na wyświetlacz i odebrała.
-no co jest?
-gdzie Ty kurwa jeszcze jesteś? my tu już się zamartwiamy, że Cię tak długo nie ma. - krzyknęła Sara, przyjaciółka Lui.
-wyluzuj, już niedaleko. - rozłączyła się.
"czy ja nigdy nie zaznam odrobiny spokoju"-pomyślała dziewczyna pukając w drzwi mieszkania przyjaciółki.
Jej oczom nie ukazała się przyjaciółka Lui tylko jej brat.
-eeee, jest może Sara?
-tak, wchodź.- brunet uchylił bardziej drzwi.
-pewnie nie spodziewałaś się, że jestem w domu?-zaśmiał się.
-no nie bardzo, myślałam raczej, że będziemy tylko we dwójkę.
-no to muszę wprowadzić Cię w błąd, bo na górze jest ostra impreza. - uśmiechnął się.
-no nie.. nie żartuj. - Lui jęknęła na samą myśl, że znów będzie się kurować 3 dni po imprezie.
-napijesz się czegoś?
-tak.. chętnie.
Poszli oboje do kuchni, Lui zdążyła usiąść przy blacie, gdy do kuchni wparowała jej przyjaciółka cała roześmiana, czerwona od alkoholu.
-co tu tak siedzisz jak ten piernik? dawaj na górę-krzyknęła radośnie.
-Sarcia, umawiałyśmy się na babski melanż.
-daj spokój, Lui. Taka impreza nie zadaża się codziennie.
-no jak to nie? imprezowałyśmy ostatnio przez równy tydzień. 
-aaaa, no tak. no ale nie narzekaj, tylko chodź. - powiedziała Sara.
-idź, dołączę zaraz do Ciebie. tylko napiję się drinka. - uśmiechnęła się serdecznie.
Sara pobiegła szybko na górę śpiewając głośno słowa piosenki, która właśnie roznosiła się po całym domu. Luiza wyjęla z torbeki papierosy, odapliła jednego i skierowała paczkę w stronę Kamila.
-popielniczkę chcesz?-zapytał biorąc od dziewczyny fajka.
-tak, mozesz dać -odpowiedziała upijając łyk drinka.
Siedzieli w milczeniu z dobre piętnaście minut, kiedy brat Sary w końcu zapytał patrząc dziewczynie w oczy :
-o czym tak myślisz Lui?
-ja? a tam. o niczym ważnym. - opowiedziała patrząc w popielniczkę.
-no jak to o niczym ważnym. przecież widzę.
-po prostu znów pożarłam się z ojcem, i... - załamał jej się głos, a po twarzy dziewczyny spływały łzy.
-Luiza, proszę Cię nie płacz tylko. - Kamil wstał z krzesła, podszedł do niej i ukucnął.
-spójrz na mnie, mała. - uniósł jej podbródek.
Lui niechętnie podniosła wzrok patrząc mu w jego brązowe oczy.
-nie przejmuj się nim.
-ale... chodzi o to, że ja nie chcę z nim dluzej mieszkać po tym wszystkim. - rozpłakała się.
-nie musisz, tu jest zawsze dla Ciebie miejsce, chociażbym miał spać na kanapie. - wstał i przytulił Luizę.
-dzięki.. ale nie skorzystam z tego narazie. a teraz przepraszam, ale chyba muszę iść poprawić makijaż, bo się wygłupiłam tylko i rozmazałam. - wstała, wzięła torebkę i poszła do łazienki.
Luiza spędziła sporo czasu w łazience. Nie chciała z tamtąd wyjść, nie miała ochoty na imprezę, nie dziś nie teraz. Poprawiła makijaż, i usiadła w kącie. Kamil był zdziwiony, że dziewczyna tak dlugo nie wychodzi.
-wszystko w porządku? -zapukał do drzwi.
Nie odpowiadała.
-ej. Luiza! wszystko gra?
Nadal cisza.
-Luiza, będę zmuszony tam wejść.
-dobra, dobra. już wychodzę. -powiedziała otwierając drzwi.
-wow, jesteś piękniejsza niż wcześniej. 
-nie wygłupiaj się, durniu -zaśmiała się.
-dobra idźmy  na górę -pociągnął ją za rękę.
Weszli na górę, i od razu poczuli klimat. Luiza usiadła przy stoliku, zaczęła witać się z ludźmi, rozmawiać, żartować i wszystkie smutki odeszły. Wypiła jedno piwo, drugie, trzecie, czwarte i ruszyła na parkiet. Tańczyła dobrą godzinę. Zmęczona usiadła obok Kamila.
-i jak tam młoda?
-zajebiście jest. polej wódki.
-proszę. -podał jej niechętnie kieliszek.
-to za co pijemy?
-wypijmy za Twoje szczęście, Luiza.
Pili jeden za drugim za szczęście dziewczyny, zanim się zorientowali butelka wódki została pusta. Luiza pociągnęła Kamila za rękę i poszli potańczyć. Nagle zrobiło jej się niedobrze, pobiegła jak oparzona do łazienki. Zamknęła się na klucz i wymiotowała. Siedziała tam z dobre 15 minut.
-wiedziałam, że to się tak skończy. -powiedziała sama do siebie.
Wyjęła z kieszeni telefon i spojrzała się na wyświetlacz : 5 nieodebranych połączeń od mamy, sms od taty, 2 smsy od Kamila. Zaczęla czytać smsy. "Gdzie ty kurwa jesteś? masz wracać do domu, jak nie to pożałujesz, ze się w ogole urodzilas! tata", "co jest? Kamil", "mała, martwię się, K". Schowała telefon do kieszeni, obmyła twarz i wyszła z łazienki.
-wszystko gra?
-tak, tak już mi lepiej.
-to dobrze, ale nadal jesteś blada. - powiedział Kamil.
-sypnij mi kreskę lepiej.
-co?! miałaś z tym skończyć.
-ale najwidoczniej nie skończyłam, sypiesz czy nie?
-co się z Tobą dzieje?
-nic kurwa, nic się nigdy ze mną nie dzieje, sypnij mi tą jebaną kreskę.
-nie sypnę Ci jej, Luiza.
-sama se kurwa sypnę. - powiedziała.
Podeszła do kolegi, wzięła biały proszek, i wyszła na balkon. Sypnęła sobie kreskę, później następną i jeszcze jedną. Na balkon weszła Sara.
-Luiza... wszystko gra?
-nic nie gra, wszystko jest nie tak. -rozpłakała się.
-co się dzieje?- przytuliła Luizę.
-a jak to co? ojciec.
-ale to nie powód, żeby znów wracać do przeszłości.
-może i nie, ale to mnie ratuje, a teraz wybacz chyba na mnie pora.
-przecież dopiero czwarta. -odparła Sara.
-no to co? tak czy siak idę do domu. - Luiza wyszła z balkonu.
Pożegnała się z przyjaciółmi, wzięła torebkę i zeszła na dół.






Brak komentarzy:

Prześlij komentarz