Był piękny lipcowy wieczór kiedy to siedemnastoletnia Luiza szykowała się na babski melanż, na który dość długo namawiały ją dziewczyny. Luiza to ładna, niska blondynka o zielonych oczach. Dużo osób mówi jej, że jest ona ładna, lecz jej niska samoocena, powoduje, że wcale się nie zagadza z tymi osobami.. Dochodziła dziewiętnasta, a dziewczyna nadal w proszku.
-Mamoooo! widziałaś moją bluzkę?-krzyczała dziewczyna z góry.
-którą dziecko?-zapytała mama.
-jaką kolwiek- zaśmiała się Luiza sama do siebie.
Po dwudziestu minutach szukania ubrań Luizka wyjęła z garderoby czarne rurki, białą bokserkę, a na to niebieską bluzkę przez głowę ze znakiem superman'a i udała się do łazienki gdzie perfekcyjnie zrobiła makijaż, uczesała włosy i zeszła na dół.
-a ty dokąd się wybierasz?-zapytała mama.
-no jak to dokąd? wychodzę.
-ja nie pytam czy wychodzisz czy nie, tylko pytam dokąd.
-mamo.. daj spokój, mówiłam Ci przecież, że wieczorem wychodzę- powiedziała spokojnie dziewczyna wyjmując z szafki swoje ulubione szpilki.
Słysząc tą rozmowę ojciec Luizy wszedł na korytarz uważnie przyglądając się córce.
-zdejmuj te szpile, i idź do pokoju Lui, nigdzie nie idziesz-powiedział ze spokojem.
-pojebało Cię chyba? idę i tyle.
-Lui, jak Ty się do mnie wyrażasz?
-a jak Ty się do mnie wyrażałeś przez te wszystkie lata? no pomyśl trochę, jak ja się czułam? nie zastanawiałeś się nigdy? jak mnie bolało, że mnie tak olewałeś i traktowałeś jak śmiecia. Miałeś wyjebane, więc teraz też miej!-wykrzyczała wyrzucając wszystko z torebki w poszukiwaniu telefonu.
-co to jest, co?! - ojciec podniósł z podłogi papierosy dziewczyny.
-oddaj to kurwa, nie twoje to nie ruszaj, a poza tym gdybyś się mną interesował to byś wiedział, że od trzech lat palę - puściła do ojca oczko zabierając mu paczkę fajek.
Lui pozbierała wszystko z podłogi wrzucając z powrotem do torebki. W jej ręku był tylko telefon.
-no to ja wychodzę, nie czekajcie na mnie z kolacją-powiedziała zarzucając na ramię torebkę.
-jak to nie czekajcie? -zapytała mama.
-no normalnie mamuś, będę pewnie nad ranem, albo po północy.
-o której kurwa?!-ojciec Lui był oburzony zachowaniem córki.
-głuchy jesteś? po północy albo nad ranem.
-nie pozwalam Ci kurwa na to, żebyś się szlajała chuj wie gdzie, do takiej godziny, mieszkasz pod moim dachem i nie jesteś pełnoletnia!
-wyluzuj, osiemnastka za niedługo, a nad przeprowadzką myślę, ale to jutro o tym pogadamy, teraz nie mam czasu muszę iść, cześć. -pocałowała mamę w policzek i spojrzała oschle na ojca wychodząc.
Dziewczyna straciła całkiem ochotę na babki wieczór. Miała ochotę wyjechać w spokojne miejsce. Marzył jej się wyjazd na wieś, do cioci. Tam zawsze był spokój i cisza, uwielbiała takie miejsca, uwielbiała jeździć tam konno, na swoim ulubionym koniu.. Długo szła z 'głową w chmurach' gdy rozległ się dźwięk dzwoniącego telefonu. Spojrzała na wyświetlacz i odebrała.
-no co jest?
-gdzie Ty kurwa jeszcze jesteś? my tu już się zamartwiamy, że Cię tak długo nie ma. - krzyknęła Sara, przyjaciółka Lui.
-wyluzuj, już niedaleko. - rozłączyła się.
"czy ja nigdy nie zaznam odrobiny spokoju"-pomyślała dziewczyna pukając w drzwi mieszkania przyjaciółki.
Jej oczom nie ukazała się przyjaciółka Lui tylko jej brat.
-eeee, jest może Sara?
-tak, wchodź.- brunet uchylił bardziej drzwi.
-pewnie nie spodziewałaś się, że jestem w domu?-zaśmiał się.
-no nie bardzo, myślałam raczej, że będziemy tylko we dwójkę.
-no to muszę wprowadzić Cię w błąd, bo na górze jest ostra impreza. - uśmiechnął się.
-no nie.. nie żartuj. - Lui jęknęła na samą myśl, że znów będzie się kurować 3 dni po imprezie.
-napijesz się czegoś?
-tak.. chętnie.
Poszli oboje do kuchni, Lui zdążyła usiąść przy blacie, gdy do kuchni wparowała jej przyjaciółka cała roześmiana, czerwona od alkoholu.
-co tu tak siedzisz jak ten piernik? dawaj na górę-krzyknęła radośnie.
-Sarcia, umawiałyśmy się na babski melanż.
-daj spokój, Lui. Taka impreza nie zadaża się codziennie.
-no jak to nie? imprezowałyśmy ostatnio przez równy tydzień.
-aaaa, no tak. no ale nie narzekaj, tylko chodź. - powiedziała Sara.
-idź, dołączę zaraz do Ciebie. tylko napiję się drinka. - uśmiechnęła się serdecznie.
Sara pobiegła szybko na górę śpiewając głośno słowa piosenki, która właśnie roznosiła się po całym domu. Luiza wyjęla z torbeki papierosy, odapliła jednego i skierowała paczkę w stronę Kamila.
-popielniczkę chcesz?-zapytał biorąc od dziewczyny fajka.
-tak, mozesz dać -odpowiedziała upijając łyk drinka.
Siedzieli w milczeniu z dobre piętnaście minut, kiedy brat Sary w końcu zapytał patrząc dziewczynie w oczy :
-o czym tak myślisz Lui?
-ja? a tam. o niczym ważnym. - opowiedziała patrząc w popielniczkę.
-no jak to o niczym ważnym. przecież widzę.
-po prostu znów pożarłam się z ojcem, i... - załamał jej się głos, a po twarzy dziewczyny spływały łzy.
-Luiza, proszę Cię nie płacz tylko. - Kamil wstał z krzesła, podszedł do niej i ukucnął.
-spójrz na mnie, mała. - uniósł jej podbródek.
Lui niechętnie podniosła wzrok patrząc mu w jego brązowe oczy.
-nie przejmuj się nim.
-ale... chodzi o to, że ja nie chcę z nim dluzej mieszkać po tym wszystkim. - rozpłakała się.
-nie musisz, tu jest zawsze dla Ciebie miejsce, chociażbym miał spać na kanapie. - wstał i przytulił Luizę.
-dzięki.. ale nie skorzystam z tego narazie. a teraz przepraszam, ale chyba muszę iść poprawić makijaż, bo się wygłupiłam tylko i rozmazałam. - wstała, wzięła torebkę i poszła do łazienki.
Luiza spędziła sporo czasu w łazience. Nie chciała z tamtąd wyjść, nie miała ochoty na imprezę, nie dziś nie teraz. Poprawiła makijaż, i usiadła w kącie. Kamil był zdziwiony, że dziewczyna tak dlugo nie wychodzi.
-wszystko w porządku? -zapukał do drzwi.
Nie odpowiadała.
-ej. Luiza! wszystko gra?
Nadal cisza.
-Luiza, będę zmuszony tam wejść.
-dobra, dobra. już wychodzę. -powiedziała otwierając drzwi.
-wow, jesteś piękniejsza niż wcześniej.
-nie wygłupiaj się, durniu -zaśmiała się.
-dobra idźmy na górę -pociągnął ją za rękę.
Weszli na górę, i od razu poczuli klimat. Luiza usiadła przy stoliku, zaczęła witać się z ludźmi, rozmawiać, żartować i wszystkie smutki odeszły. Wypiła jedno piwo, drugie, trzecie, czwarte i ruszyła na parkiet. Tańczyła dobrą godzinę. Zmęczona usiadła obok Kamila.
-i jak tam młoda?
-zajebiście jest. polej wódki.
-proszę. -podał jej niechętnie kieliszek.
-to za co pijemy?
-wypijmy za Twoje szczęście, Luiza.
Pili jeden za drugim za szczęście dziewczyny, zanim się zorientowali butelka wódki została pusta. Luiza pociągnęła Kamila za rękę i poszli potańczyć. Nagle zrobiło jej się niedobrze, pobiegła jak oparzona do łazienki. Zamknęła się na klucz i wymiotowała. Siedziała tam z dobre 15 minut.
-wiedziałam, że to się tak skończy. -powiedziała sama do siebie.
Wyjęła z kieszeni telefon i spojrzała się na wyświetlacz : 5 nieodebranych połączeń od mamy, sms od taty, 2 smsy od Kamila. Zaczęla czytać smsy. "Gdzie ty kurwa jesteś? masz wracać do domu, jak nie to pożałujesz, ze się w ogole urodzilas! tata", "co jest? Kamil", "mała, martwię się, K". Schowała telefon do kieszeni, obmyła twarz i wyszła z łazienki.
-wszystko gra?
-tak, tak już mi lepiej.
-to dobrze, ale nadal jesteś blada. - powiedział Kamil.
-sypnij mi kreskę lepiej.
-co?! miałaś z tym skończyć.
-ale najwidoczniej nie skończyłam, sypiesz czy nie?
-co się z Tobą dzieje?
-nic kurwa, nic się nigdy ze mną nie dzieje, sypnij mi tą jebaną kreskę.
-nie sypnę Ci jej, Luiza.
-sama se kurwa sypnę. - powiedziała.
Podeszła do kolegi, wzięła biały proszek, i wyszła na balkon. Sypnęła sobie kreskę, później następną i jeszcze jedną. Na balkon weszła Sara.
-Luiza... wszystko gra?
-nic nie gra, wszystko jest nie tak. -rozpłakała się.
-co się dzieje?- przytuliła Luizę.
-a jak to co? ojciec.
-ale to nie powód, żeby znów wracać do przeszłości.
-może i nie, ale to mnie ratuje, a teraz wybacz chyba na mnie pora.
-przecież dopiero czwarta. -odparła Sara.
-no to co? tak czy siak idę do domu. - Luiza wyszła z balkonu.
Pożegnała się z przyjaciółmi, wzięła torebkę i zeszła na dół.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz